RETKOWO - JEDYNE TAKIE MIEJSCE

AKTUALNOŚCI


Archiwum

Moje obawy

02-12-2013
Obawiam się, że rolnictwo ekologiczne w Polsce skończyło się zanim się na dobre rozpoczęło. To taki mój wniosek po posiedzeniu senackiej komisji rolnictwa i rozwoju wsi.
Na początku listopada br. wraz z koleżankami i kolegami ze Stowarzyszenia Ekoland i Związku Zawodowego Rolników Ekologicznych wybrałam się do Warszawy. Zaproszeni zostaliśmy na posiedzenie komisji rolnictwa i rozwoju wsi w Senacie RP. To było ważne posiedzenie. Poświęcone szansom i zagrożeniom rolnictwa ekologicznego w Polsce. W tle oczywiście pozostaje nowa perspektywa unijna na lata 2014-20. Stąd też i te spotkanie.
    I co po tym spotkaniu? Ano niewiele, niestety. By nie powiedzieć, że nic. Oto bowiem propozycje Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi nie służą rolnictwu ekologicznemu w Polsce.
Nie ma wsparcia na uprawy sadownicze. W przeciwieństwie do naszych sąsiadów. Czesi, Słowacy czy Niemcy dotują uprawy sadownicze Wraz z tymi dotacjami tam „ucieka” nasze przetwórstwo.
    Na dziwnym cenzurowanym ministerstwa są rośliny przeznaczone na pasze.  Warunkiem płatności ma być przeznaczenie plonów do przetwórstwa i na sprzedaż. To oznacza, że dotacji dla roślin paszowych służących do skarmienia przez rolnika we własnym gospodarstwie nie będą brane pod uwagę przy dopłatach. Co ciekawe. Tesli w gospodarstwie zjemy swoje własne produkty, to zostaniemy za to ukarani, bowiem nie otrzymamy dopłat. W żadnym kraju Unii  rolnik nie jest karany brakiem dotacji za to, że przeznaczył plon na paszę dla własnych zwierząt. Albo, że przeznaczył owoce i warzywa dla własnej rodziny lub dla gości w gospodarstwie agroturystycznym. No właśnie. Niejako „przy okazji dostanie po łapach” także agroturystyka.
    A przecież w Polsce nie ma wytwórni pasz ekologicznych. Te są importowane z tzw. zachodu. Jakoś nikt nie chce wspomóc tej produkcji. Na dniach Niemcy uruchamiają projekt wsparcia producentów pasz ekologicznych warty ponad 2 miliony euro. A Polska?
    Także proponowane przez MRiRW zakresy dopłat bezpośrednich dla gospodarstw ekologicznych są dziwne – że tak to ujmę. Rolnik posiadający większy areał ma otrzymać mniejsze dopłaty. Jak powiedziała podczas posiedzenia komisji wiceminister Szalczyk gospodarstwo ekologiczne to takie, które ma do 10 ha ziemi. Dziwne to jest. Wpierw przez ileś lat tłumaczono nam, że trzeba zwiększać areał upraw, a teraz już nie? Co się zmieniło. Czy ktoś „na górze” zrozumiał wreszcie, ze wieś może być takim miejscem skąd do miast nie wyemigruje jeszcze  bezrobocie? Wprowadzenie, jak to się ładnie nazywa w ministerstwie tzw. degresywniości dopłat bezpośrednich związanych z areałem rolnym wprowadzi podziała pośród rolników ekologicznych na tych „lepszych” – otrzymujących pełne dopłaty oraz „gorszych” – otrzymujących tylko część tych dopłat.
    A co gorsza te niższe dopłaty, bo w całościowo dopłaty będą niższe spowodują, ze wbrew tendencjom na rynku światowy w Polsce rolnictwo ekologiczne będzie zanikać. Przecież o tym się nie mówi. Ale w USA, największym eksporterze GMO produkcja, czy import produktów ekologicznych rośnie wręcz lawinowo.
    Cały czas jest chaos, jeżeli chodzi o zapisy związane z nawozami ekologicznymi, czy środkami ochrony roślin. Tu panuje prawdziwa wolna amerykanka. Od 10 lat w Polsce toleruje się nawozy „eko”, które „eko” są tylko z nazwy. Rada Rolnictwa Ekologicznego apeluje i pisze do odpowiednich komórek rządowych, i nie tylko o zmiany i wprowadzenie jasnych zapisów – bez efektów. Co to powoduje? Ano to, że nagle rolnik ekologiczny ozywający „ekologicznych” nawozów przestanie produkować produkt ekologiczny, bowiem w trakcie certyfikacji może zdarzyć się, że w jego produktach będzie za dużo potasu.
    Kontrole WIJHARS u rolników, to kolejny problem. Trwają długo – czasami kilka tygodni. Często kontrole te przeprowadzają niekompetentni pracownicy, których decyzje są... bez sensu i nijak się mają do rzeczywistości.
    Ministerstw Rolnictwo promuje produkty ekologiczne. Świetnie. Popieram to. Nawet sama w tym uczestniczę. Ale wydanie 9 mln złotych na promocję produktów rolnictwa ekologicznego w Japonii, Singapurze, czy USA budzi zdziwienie. Nie wiemy jakie produkty i których firm mają być promowane.
    Oczywiście. Wiele prawdy jest w tym, co mówią ministerialni urzędnicy. Były nieprawidłowości z korzystaniu z dopłat dla rolnictwa ekologicznego. Informowałam o tym. Wówczas nie było zasadniczo żadnej reakcji. Teraz reakcja ta jest. Tylko jaka? Zgodna z przysłowiem „zamienił stryjek siekierkę na kijek”.
    Można napisać jeszcze o paru innych sprawach, ale... czasami się zastanawiam, czy nie jest to pisanie na Berdyczów.
    Tak więc sumując to wszystko można stwierdzić, że wygląda na to, iż rolnictwo ekologiczne w Polsce się skończyło nim się na dobre zaczęło. A rolnik ekologiczny, to ziemia czysta,nieskażona i jedzenie najwyższej jakości i o tym trzeba pamiętać, a to możemy stracić.
Życzę smacznego – Danuta Pilarska


Desing by PP